Cień ponurego wschodu: Pogaństwo (5)

Mógłbym przytoczyć cały szereg przykładów pogańskiej psychologii i obyczajów bałwochwalczych, które są znane pośród narodu rosyjskiego, lecz myślę, że najbardziej jaskrawym będzie opis tego, com widział osobiście w guberni pskowskiej, a w kilka lat później w gub. czarnomorskiej.

Pośród ludów Europy od dawna znikły namacalne ślady pogańskich kultów. Przeszły one do muzeów, w dziedzinę badań archeologicznych.

Doprawdy, czyż moglibyśmy uwierzyć, żeby gdzieś w 150—200 kilometrów od Berlina ludność składała ofiary całopalne bogowi Torowi, lub żeby we Francji modlono się po nocach do dusz walecznych poległych nad Marną lub pod Verdun? Naturalnie, że nie! Ale to stosuje się do całej Europy z wyjątkiem Rosji. Ten kraj „niemożliwych możliwości” do naszych czasów tai wgłębi mas narodowych żyjący kult bałwochwalczy, który przetrwał wieki, spokojnie żyjąc obok kościoła prawosławnego i oświaty XX wieku. Wcale nic mam tu na myśli wchodzących w skład Rosji plemion fińskich, lub mongolskich, jak Wociaki, Czuwasze, Mordwini, lub Kałmucy, Ostiacy, wśród których przechowały się pod wpływem pewnych etnograficznych i historycznych przyczyn kulty, zbliżone mniej lub więcej do pogaństwa przedhistorycznego. Mówię tu o narodzie rosyjskim, który posiadł już „okno do Europy” — Petersburg, chrześcijanizm, wielkich uczonych, natchnionych poetów i policję, broniącą do niedawna praw dynastii, cywilizacji i kościoła.

Mógłbym przytoczyć cały szereg przykładów pogańskiej psychologii i obyczajów bałwochwalczych, które tą znane pośród narodu rosyjskiego, lecz myślę, że najbardziej jaskrawym będzie opis tego, com widział osobiście w gub. pskowskiej, a w kilka lat później w gub. czarnomorskiej.

Pskowska gubernia była nawiedzana przez silne ulewy. Olbrzymie obszary łąk i pól zamieniły się w jeziora, które zlały się z licznymi tu bagnami i stawami. Rzeki wyszły z brzegów i zalały drogi. Wsie zostały odcięte od świata zewnętrznego.

Zboże i trawa były zniszczone do szczętu. Chłopom grozić zaczęło widmo głodu.

Nabożeństwa, odprawiane po siołach, nie pomagały. Deszcz lał dzień po dniu. Śród starców poszła gadka, że „dawni bogowie” gniewają się na lud, który się od nich odwrócił, i że przyszła chwila konieczna dla ich przebłagania. Po chatach zmawiano się tajemniczo. Chłopi, widocznie, do czegoś się przygotowywali.

Było to na początku sierpnia, czy w końcu lipca.

Pewnego wieczora tłumy starszych chłopów i kobiet pociągnęły brzegiem bagnistej rzeki, dążąc w stronę lasu, rosnącego na niewysokich pagórkach. Byłem z nimi, skorzystawszy z zaproszenia mego gospodarza, starego wójta wsi Płochowej.

Ulewa nie ustawała. Zdawało się, że potoki ciepłej wody leją się z obłoków, które nisko i leniwie pełzły tuż ponad ziemią. Doszliśmy nareszcie do celu, przemoknięci do nitki.

Jakiś bardzo stary chłop, ubrany w białe płócienne spodnie i takąż koszulę, był już na wyznaczonym miejscu. A miejsce to było bardzo niezwykłe. Na małej polanie, otoczonej wysokiemi sosnami, stał olbrzymi pień dawno zgniłego drzewa, obok którego leżał omszały, zczerniały głaz. Mój gospodarz objaśnił mię, że to pień „drzewa boga Peruna”, a głaz służył za ołtarz, gdzie niegdyś palono ofiary na cześć tego straszliwego boga Słowian.

Była noc czarna i beznadziejna. Słyszałem tylko plusk padającego deszczu, chlupanie nóg, z trudem wyciąganych z rozmiękłej, śliskiej ziemi, oraz ciche szepty kilkunastu ludzi, zebranych koło ołtarza Peruna.

— Zapalcie ognie! — rozkazał starzec, i natychmiast w różnych miejscach zabłysła, dymiąc, zapalona sucha kora brzozowa. Po kilku minutach rozdmuchano dwa duże ogniska, które nie dały się odrazu zalać deszczowi. Wtedy starzec wyjął z zawiniątka, leżącego obok głazu, czarnego koguta i, umieściwszy go na ołtarzu, przerżnął mu gardło, a krwią zbroczył kamień, wołając:

— Dawni bogowie: Perun, Wołos, Dażdżbóg! — Pomóżcie ludziom swoim, uciszcie ulewę, rozkażcie wodom powrócić w ich łożyska! Modlimy się do was, was na pomoc przyzywając!

Chłopi i kobiety zaczęły się przysuwać do starca tak samo jak czynili to, być może, wczoraj, podchodząc pod błogosławieństwo popa z krzyżem, a starzec maczał ręce we krwi i znaczył nią głowy tych bałwochwalców XX-go wieku.

Tak było w pskowskiej gubernji; to samo powtórzyło się później w mojej obecności w gub. czarnomorskiej.

Nad Wołgą i Kamą do dnia dzisiejszego w domach miejscowych chłopów, przeważnie Mordwinów i Czuwaszów, widzieć można drewniane i gliniane figurki bogów pogańskich, stojące obok świętych obrazów i krucyfiksów w tak zw. „czerwonym kącie”, t. j. w rogu naprzeciwko drzwi wchodowych.

Prawda, że ci chłopi chociaż często zwracają się o pomoc do „dawnych bogów” i znoszą im skromne ofiary, — lecz gdy ci zawiodą ich oczekiwania, nielitościwie smarują ich oblicza różnymi brudami lub zawzięcie biją figurki batami.

Zmieniły się czasy, zmieniła się psychologja kultu.

W ten sposób pogaństwo i jego duch przetrwały długi okres czasu, w którym ludzkość dążyła do doskonałości i cywilizacji. Szczególnie to daje się zauważyć w formie wiary w wiedźmy czyli czarownice, poślubione djabłu… (cdn.)

Antoni Ferdynand Ossendowski

Fragment książki Cień ponurego wschodu: za kulisami życia rosyjskiego, Wydawnictwo Biblioteki Dzieł Wyborowych, Warszawa 1923.



2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. cwierczmudzin :

    Na Litwie karmią mlekiem świete węże aby przynosiły szczęście.

    W Polsce nie wita się przez próg ale przenosi ponad pannę młodą aby nie drażnić mieszkających
    tam duchów zmarłych, puszcza wianki, chodzi Turoń (aby przynieść wiosnę), topic się
    demona Marzannę (Marę/Mór) itd …

    W Anglii święci się rytuały Majówki (May Day).

    Przykładów bez liku.

  2. cwierczmudzin :

    Na Litwie karmią mlekiem świete węże aby przynosiły szczęście.

    W Polsce nie wita się przez próg ale przenosi ponad pannę młodą aby nie drażnić mieszkających
    tam duchów zmarłych, puszcza wianki, chodzi Turoń (aby przynieść wiosnę), topic się
    demona Marzannę (Marę/Mór) itd …

    W Anglii święci się rytuały Majówki (May Day).

    Przykładów bez liku.